sobota, 18 kwietnia 2020

Płyn do dezynfekcji według WHO







Choć nie jesteś chemikiem, to możesz w bardzo prosty sposób zrobić płyn do dezynfekcji rąk według zaleceń WHO i Ministerstwa Zdrowia. Nie zastąpi on mycia rąk mydłem i wodą, ale kiedy wsiadasz do samochodu, jesteś w pracy, wchodzisz do domu z miejsc publicznych itp. taki płyn jest wręcz konieczny.

Ważne są proporcje, dlatego warto użyć strzykawki i naczyń z miarką. Płyn do dezynfekcji w dobie koronawirusa musi zawierać ponad 60% alkoholu. Wobec powszechnych braków a także cen taka prosta receptura "ma znaczenie"



Płyn do dezynfekcji

Składniki i proporcje:

- 165 ml spirytusu 95%
- 8,5 ml wody utlenionej
- 3 ml gliceryny
dodatkowo do przepłukania strzykawki po glicerynie przygotuj 18,5 ml wody przegotowanej lub destylowanej

Do płynu można też dodać 2-3 krople olejku z drzewa herbacianego lub geraniowego lub lawendowego, poza tym:

- przygotuj  czystą butelkę z atomizerem do której będziesz wlewać poszczególne składniki.







Jak zrobić płyn?

- spirytus (165 ml) najlepiej wlej do butelki z atomizerem, dodaj wodę utlenioną (8,5 ml), następnie dodaj glicerynę (3 ml), strzykawkę w której była gliceryna „przepłucz”/nabierz do niej wodę (18,5 ml) i dodaj do całości płynu, możesz dodatkowo dodać olejek zapachowy;
- wstrząśnij butelką i gotowe;


Jest to prawie 200 ml płynu dezynfekującego do rąk, więc dobrze go rozlać do dwóch mniejszych butelek.

Jeszcze raz podkreślam, że nie zastępuje to mycia rąk mydłem i wodą. Można takim płynem również zdezynfekować klamki, piloty, telefony czy co tam potrzebujesz.
















czwartek, 19 marca 2020

W czasach epidemii koronawirusa - przemyślenia (2)







Najpierw zdrowie i człowiek


Do tej pory są środowiska/ludzie, którzy krytykują podjęte przez rząd polski decyzje. Ta decyzja z pewnością była poprzedzona długimi konsultacjami i przesłankami tego co działo się w Chinach. Myślę, że przeciętny odbiorca słuchał doniesień o początkach epidemii, a rządzący, a już z pewnością decydenci w obszarze zdrowia i epidemiologii konsultowali konieczne/najlepsze rozwiązania do zastosowania w Polsce. Tu muszę podkreślić, że z pewnością było to poprzedzone rzetelną analizą zasobów medycznych i dopasowania najbardziej optymalnych rozwiązań. W polskich warunkach, a tak się składa, że to były/są również zalecenia WHO najlepszym rozwiązaniem było jak największe spłaszczenie krzywej zachorowalności. Logiczne jest, że skutkiem, nagłego napływu bardzo dużej ilości chorych na intensywną terapię, byłyby zgony pacjentów. Wszystko to co zostało podjęte w obszarze zdrowia publicznego (łącznie z akcją „zostań w domu”),wydaje się być racjonalne, choć na widoczne efekty z pewnością trzeba będzie poczekać w dłuższym horyzoncie czasowym. Myślę, że sztuczna inteligencja już jest w stanie przedstawić szereg symulacji. Tu jeszcze należy dodać, że Polska stosując się do strategii WHO i zaleceń światowych ekspertów zdrowia tym samym sprawiła, że polskie rozwiązania zostały zaimplementowane do innych państw w Europie. Została już wykonana ogromna praca wszystkich, ale zwłaszcza lekarzy, pielęgniarek, wszystkich medycznych pracowników… ale i całego zdyscyplinowanego społeczeństwa.


„Gospodarka głupcze”…


Ten właśnie cytat J. Carville’a, był głównym mottem kampanii wyborczej Billa Clintona w 1992 r. Epidemia wprawdzie nie została jeszcze opanowana, ale trzeba zająć się gospodarką, która współcześnie jest siecią globalnych powiązań. I tu należy sobie jasno powiedzieć, że wszystkie społeczeństwa czeka duży wysiłek aby gospodarka wróciła na właściwe tory i poniosła jak najmniejsze skutki światowej epidemii.
Analizując to co dzieje się na świecie od dłuższego czasu, aż chciałoby się zawołać do „wielkich” tego świata, a już z pewnością do najwyższych decydentów, w tym również na szczeblu UE: uruchomcie dla gospodarki strumienie finansowe dotyczące ryzyk i kryzysów. Nie chcę krytykować, bo od tego jestem zawsze daleka, ale aż dziw bierze, że po szeregu mniejszych i większych epidemii światowych XX i XXI wieku, wielcy tego świata nie mają (a może mają a o tym nie wiadomo), puli przeznaczonej na kryzysy medyczne. Właśnie nadeszła taka pora aby to zostało uruchomione.
Współczesna gospodarka jest siecią globalnych powiązań w związku z czym krótkookresowe działania są potrzebne, ale one nie zadziałają w dłuższym horyzoncie czasowym. Owszem decyzje takie jak odroczenie, a w perspektywie, dla niektórych umorzenie płatności są konieczne, jednak długofalowy brak wpływów do budżetu to przelewanie „z pustego w…” i nie przyniesie dobrych efektów. Pomagać trzeba, ale też trzeba mieć z czego pomagać…
Wiem jedno, że wszystkich czeka nas duży wysiłek i wszyscy musimy się wyzbyć egoizmu. Dzisiaj skala niepewności jest tak duża, że trudno oszacować skutki i następstwa i to nie tylko gospodarcze. Gospodarkę tworzą ludzie, a przy kryzysach kłamstwo i egoizm najbardziej wybija („rozwala”) gospodarkę. Z pewnością pojawią się i tacy (a już się pojawili), którzy będą chcieli na obecnej sytuacji i kryzysie „ugrać”, a nawet nieetycznie zarobić jak najwięcej.
Stracą wszyscy, przewiduję, że najbiedniejsi najwięcej, bo tak zawsze jest przy dużych kryzysach. Uważam, że dla globalnych bogaczy nie jest to czas na zarabianie ale na przetrwanie i zastosowanie niekonwencjonalnych rozwiązań i metod, które mam nadzieję, były już gdzieś dyskutowane, ale (poprzez lobbowanie interesów) nigdy nie weszły w życie. Może to właściwa pora aby zmniejszyć ciągle rosnącą przepaść pomiędzy biednymi a bogatymi tego świata. Popatrzeć na Ziemię i ekologię…
Pamiętam jak zbliżaliśmy się do Milenium (2000 rok) i prezentowałam studentom na zajęciach „Milenijne Cele Rozwoju” (MCR), na najbliższe lata dla świata i poszczególnych państw. Jednym z głównych było zmniejszenie ubóstwa i sprawiedliwy podział dóbr i usług. Dyskutowaliśmy wtedy z nadzieją, że w kolejnych dekadach będzie coraz lepiej, a zaplanowane działania będą widoczne. I co? Minęły dwie dekady, a rozpiętość dochodowa jeszcze bardziej się pogłębiła w poszczególnych krajach i na świecie.
Może ta epidemia to lekcja pokory i przemiany, czas odrodzenia i nowych decyzji i strategii? Wyzbycia się egoizmu, kłamstwa gospodarczego, rezygnacji z pewnych przywilejów oraz nastawienie „tego świata” na tory, które będą służyły wszystkim i przyszłym pokoleniom.


Będzie ciężko…


Trzeba to sobie jasno powiedzieć. Najbardziej boję się chaosu. Każda branża będzie chciała przetrwać i tym samym jak najwięcej ochronić siebie. Jeśli nie wyzbędziemy się egoizmu i nie będziemy współpracować to chaosu gospodarczego nie ogarniemy.
Doraźne działania, jak zawieszenie czynszów, spłat kredytów, pomoc małym i średnim przedsiębiorcom w różnych wymiarach, ochrona miejsc pracy, szczególna pomoc branżom, których kryzys dotknął w pierwszej kolejności… to działania konieczne i mogą dać szansę na przetrwanie krótkie, ale potem muszą nastąpić dalsze działania…
Uważam również, że w obecnej sytuacji globalnej epidemii i globalnych powiązań gospodarczych, żadne państwo nie może działać samo w dłuższym horyzoncie czasowym. Czekam na wymianę myśli i działań światowych organizacji na poziomie ONZ (które od dłuższego czasu były fikcją w działaniu) z decydentami politycznymi i gospodarczymi tego świata. Czekam na nowe rozwiązania i strategie, które będą uwzględniały sprawiedliwy podział dóbr i usług, na który wszyscy pracujemy.
Nikt z nas w obecnej sytuacji nie może być roszczeniowy, tylko musi robić to co do niego należy jak najlepiej, ale również popatrzeć i wspomagać (na swoją miarę) najbardziej potrzebujących. Solidarność społeczna jest nam wszystkim ogromnie potrzebna, a to będzie bardzo trudne i wszyscy musimy podjąć to wyzwanie.

Z krytyki przestawny się na działanie i solidarność społeczną dbajmy o siebie wszyscy na poziomie rodziny, społeczności lokalnej, zakładów pracy i tam gdzie trzeba 

środa, 18 marca 2020

W czasach epidemii koronawirusa - przemyślenia (1)










Nie chcę pouczać, bo to nie jest misją nauki, chcę jednak w tych trudnych chwilach przekazać swoje przemyślenia, a wy weźcie z tego ile uważacie.

Jest to sprawdzian dla całego społeczeństwa więc bądźmy solidarni i wspierajmy się. Nie siejmy nienawiści niezależnie od naszych poglądów politycznych. To nie jest czas na krytykę rządzących, bo znając zasady zarządzania kryzysowego (a taka jest obecna sytuacja) uważam, że podjęte przez rząd decyzje były poprzedzone rzetelnymi dyskusjami ze specjalistami w dziedzinie medycyny i epidemii. Jeśli ktoś do tej pory nie jest przekonany, zieje polityczną nienawiścią i dalej chwali wariant brytyjski, to niech popatrzy na zalecenia WHO, a to akurat są światowe zalecenia, wynikające z doświadczeń i zaleceń epidemiologii.

Nie pretenduję do miana wybitnych (ostatnio bardzo często używane określenie przez ministra Gowina i nie tylko), z pokorą podchodzę do nauki i staram się jak najlepiej wykonywać swoje zadania. Jako polityk społeczny przez długie lata wykładałam zdrowie publiczne i organizację i zarządzanie. Zawsze będę podkreślać, że najważniejszy jest człowiek. Kiedy więc czytam opinie o decyzjach rządu, które kompletnie rozwaliły/rozwalą gospodarkę i trzeba było przyjąć wariant brytyjski, to kolejny raz przypominam sobie o „guru” z dziedziny zarządzania, którzy zawsze na pierwszym miejscu stawiali człowieka. To też powtarzam studentom na zarządzaniu: człowiek w organizacji jest najważniejszy, a taką organizacją jest również państwo. Nikt nie wie jak potoczą się losy epidemii, ale dziękuję za podjęte decyzje, które z pewnością oszczędziły i oszczędzą zdrowie i życie wielu ludzi.
Służba zdrowia w Polsce wymaga reorganizacji, a w sytuacji epidemii podjęcie decyzji o „spłaszczeniu” krzywej zachorowań dało większą szansę na udzielenie pomocy i dalszą organizację potrzeb.


Przed nami trudne dni, a może miesiące (tego nikt nie wie), dotyczące rosnących zachorowań ale również relacji międzyludzkich. Bądźmy zdyscyplinowani i słuchajmy zaleceń ministra Szumowskiego, Sanepidu i rzetelnych portali medycznych. Nie jest to proste, bo jedni muszą zatroszczyć się o dzieci, inni o seniorów, bliskich i mają inne zobowiązania. Każdy ma swoje „ziarnko grochu” i dobrze, aby zdał z tego egzamin jak najlepiej.


Oszczędźmy zatem i szanujmy tych, którzy o nas dbają, od których zależy nasze życie i jeżeli możemy to pomóżmy, a w żadnym razie nie przeszkadzajmy.

Ostatecznie czy to ważne czy będziemy codziennie „jeść schabowego” czy makaron z oliwą? To czas także na refleksję o własnym życiu, gospodarowaniu, konsumpcji, ochronie zasobów, priorytetach…

Jeśli komuś mogę pomóc, to piszcie, chętnie też podzielę się bardzo prostymi przepisami na obiady lub kolacje.


Z nadzieją modlę się (w domu, żeby było jasne), za nas wszystkich 


*pierwszy cytat to W. Szymborska

niedziela, 28 kwietnia 2019

Mariusz Makowski - wspomnienie






ŻYCIE PRZEMIJA PAMIĘĆ POZOSTAJE


Magnolie zakwitły ale już bez Mariusza Makowskiego. Choć życie przemija to pozostaje pamięć o osobach, które wiele dały drugiemu człowiekowi a do tych z pewnością zaliczał się śp. Mariusz Makowski. Skarbnica wiedzy, wielka kultura osobista, ciekawość świata i ludzi ale też skromność, pokora, niegasnący optymizm i uśmiech.

Mariusz Makowski (ur. 18 sierpnia 1958 w Katowicach, zm. 26 lutego 2019 w Cieszynie[1]) − polski historyk i działacz społeczny, prezes Macierzy Ziemi Cieszyńskiej w latach 1997-2010[2]kustosz Muzeum Śląska Cieszyńskiego w Cieszynie. Autor szeregu publikacji poświęconych dziejom Śląska Cieszyńskiego, radny Cieszyna w latach 1984-1988 i 1990-1994. Publikował m.in. na łamach „Familia Silesiae” i „Pamiętnika Cieszyńskiego”.

Publikacje
·        Pięć wieków cieszyńskiego ratusza: 1496-1996 (wraz z Januszem Spyrą) (1996)
·        Cieszyn - panoramy i widoki (1998)
·        100 lat polskiego szkolnictwa powszechnego w Cieszynie: Cieszyn 1900-2000 (2000)
·        Zamki nad Piotrówką - Kończyce Małe i Zebrzydowice (2000)
·        Szlacheckie siedziby na Śląsku Cieszyńskim (2005)
·        Cieszyńskie wydarzenia XIX-XXI wieku (2010)
·        Saga rodu Saint-Genois D'Anneaucourt – panów na Jaworzu (wraz z Jadwigą Roik) (2011)
·        Cieszyńska Belle Epoque (2016)
·        Czechosłowacka i polska architektura na Śląsku Cieszyńskim w okresie międzywojennym (wraz z Przemysławem Czernkiem) (2018)









Jego dorobek i osiągnięcia są nieocenione. Dla mnie jednak w pamięci pozostanie jako niezwykły człowiek. Ciekawy świata i ludzi, niezwykle kulturalny i dystyngowany, prawdziwy dżentelmen. Zarażał swoim optymizmem i uśmiechem, umiał słuchać ludzi.
Chciałam wspomnieć jedną z wystaw organizowanych w jego ( tak zawsze nazywałam to muzeum) Muzeum w Cieszynie. Nie pamiętam dokładnie nazwy tej wystawy ale znalazły się na niej między innymi pace Juliana Fałata, dziadka Pani Prof. Lycyny Frąckeiwicz. Były tam również obrazy z wizerunkami członków jej rodziny, rodzeństwa.

W związku z tym wydarzeniem Pani Profesor została zaproszona na wystawę. Ja w tym okresie miałam zaszczyt z nią współpracować w związku z czym również zaproszenie zostało skierowane do mnie. To była prawdziwa uczta intelektualna. Przy każdym obrazie można było wysłuchać niezwykłej historii z przekazu Pani Profesor, a były to osobiste opowieści, które nie są zapisane w żadnych książkach. Drugą osobą, która dopełniała informacji, ale już bardziej od strony historii był Mariusz Makowski. Piękna wędrówka pośród malarstwa okraszona niezwykłymi opowieściami.


Na koniec zostałyśmy zaproszone do jego stylowego gabinetu, gdzie czas się prawie zatrzymał. Miało się wrażenie, że nic tu nie jest przypadkiem, każdy przedmiot jest na swoim miejscu i tak ma pozostać. Przy rozmowie czas też się zatrzymał. Tam można było spędzić długie godziny a i tak czuło się niedosyt rozmowy.

Był bardzo zainteresowany historią mojej miejscowości i legendą z nią związaną. Zachwycał się  opowieścią o wigilijnym jabłku, którą słyszał po raz pierwszy oraz innymi opowieściami związanymi z tatarską pożogą...

Tu muszę dodać, że nie należy odkładać niczego na później…bo ludzie tak szybko odchodzą. Obiecałam mu wtedy, że w okresie świątecznym przywiozę mu do degustacji świąteczną moczkę… Ilekroć ją gotowałam przed świętami zawsze z zamiarem, że dostarczę ją do Mariusza. Obiecałam przecież… Potem czas jakoś płynął i było tyle rzeczy do zrobienia, kolejne święta i postanowienie, że w następnym roku tak wszystko poukładam, że zdążę…


Magnolie zakwitły w tym roku. Dla jednych tak samo, a dla innych już nigdy nie będą takie same…a nawet jeśli będą to zawsze gdzieś tam pośród kwiatów na błękitnym niebie będzie się przewijało wspomnienie o Mariuszu. Może wspomnienie, może uśmiech, zaduma a może modlitwa….



+Spoczywaj w pokoju+


niedziela, 31 marca 2019

Śląskie Forum UTW i Politechniki III Wieku










Śląskie Forum UTW i Politechniki III Wieku zgromadziło przedstawicieli najbardziej aktywnych UTW na Śląsku ale także przedstawicieli organizacji pozarządowych działających w obszarze polityki senioralnej, polityków, przedstawicieli świata nauki i oczywiście niezastąpioną młodzież. Poruszano wiele kluczowych tematów, które są bardzo aktualne lub wręcz pilące po tematy przyszłości, bo tak właśnie powinno wyglądać planowanie strategiczne. Swoimi przemówieniami zaszczycili nas Stanisław Szwed - Wiceminister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Premier i europoseł Prof. Jerzy Buzek, gospodarz czyli JM Rektor Politechniki Śląskiej Prof. dr hab. inż. Arkadiusz Mężyk, prof. zw. w Pol. Śl. oraz wielu innych znakomitych gości. Nad organizacją i całością spotkania czuwała niezastąpiona prezes Ogólnopolskiej Federacji Stowarzyszeń UTW – Wiesława Borczyk. Nie zawiódł oczywiście Wodzisławski UTW z jego prezes Jadwigą Holeczek – Wojdak oraz ci którzy są aktywni oraz aktywizują Stowarzyszenie Aktywni Silesia. Dziękuję, że mogłam z wami być i poruszać sprawy, które są moją pasją badawczą i społeczną. A na koniec muszę dodać: Polityka senioralna jest ponad podziałami a Politechnika Śląska robi wrażenie.












wtorek, 26 lutego 2019

Srebrny listek dla Seniora









W sierpniu 2018 r. w ramach kampanii „Śląskie dla Seniora” zainicjowana została akcja - „Srebrny listek”, polegająca ona na tym, że seniorzy mogą otrzymać naklejkę ze srebrnym listkiem, którą przyklejają na tylną szybę swojego samochodu. Ma to być informacja dla innych kierowców, że tym pojazdem kieruje osoba starsza. Akcja nawiązuje do zielonych listów jakie powinni mieć na pojazdach młodzi kierowcy.

Inicjatywa zrodziła się z rozmów z seniorami, a projekt był również dyskutowany na spotkaniach Śląskiej Rady ds. Seniorów. 
W akcję włączyła się również Policja i Ośrodki Ruchu Drogowego. 
Nie zawsze jednak wszystko co dzieje się na szczeblu województwa trafia do, zainteresowanych grup w mniejszych miejscowościach. 
W Urzędzie miasta Wodzisław odbyło się w lutym spotkanie w celu rozpropagowania „Srebrnego listka” nie tylko w Wodzisławiu Śląskim ale przynajmniej w całym powiecie (Godów, Gorzyce, Lubomia, Marklowice, Mszana, Pszów, Radlin, Rydułtowy). Do akcji już włączył się UTW w Wodzisławiu Śl. i Rada Seniorów w Wodzisławiu. Oczywiście w tych działaniach będzie nas wspierać Komenda Powiatowa, której przedstawiciel był również obecny na spotkaniu.

Moim celem jest integracja polityki senioralnej w całym powiecie, bo tylko wtedy przyniesie to dobre rezultaty. Na spotkaniu poruszaliśmy również sprawy związane z „Kartą Seniora”, z opieką geriatryczną, hospicyjną i aktywnością starszego pokolenia. Do mnie zawsze można pisać i dzwonić i jeśli tylko dam radę to będę służyć pomocą w tym obszarze.

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Kiedy myślę Babcia...





Moja Babcia



Moja Mama



Kiedy myślę babcia…

…robi mi się cieplej na sercu. Była kimś ważnym w moim życiu i zostawiła niezaprzeczalny ślad w moim życiu, w moim sercu, w moim działaniu…
Była dobrym człowiekiem. Bardzo skromna i wstydliwa. Tak ją muszę określić. Kiedy  jako młoda dziewczyna zakładałam mini albo inne wymyślne kreacje (tworzyłam wtedy, ach tworzyłam i wymyślałam, myślę, że bardzo sprawdziłabym się jako projektantka), babcia ręce załamywała i zawsze powtarzała – Dziecko, kobiecie nie przystoi odsłonić więcej niż 10 centymetrów nad łokieć. No cóż w tej materii babci kompletnie nie słuchałam. 

Ta jej skromność, a nawet bojaźliwość wynikała chyba z tego, że bardzo wcześnie została wdową z dwójką dzieci i miała naprawdę ciężkie życie.

Zawsze zachwycały mnie jej włosy. Długie, czarne, aż za pas. Jako dziecko uwielbiałam je czesać i zaplatać w warkocz. Był gruby i ciężki. Babcia nigdy nie wychodziła z rozpuszczonym warkoczem. Zawsze go upinała w tzw. dudek. Był ciasno, wręcz misternie upięty. Czasem koło ucha wymykał się jej jakiś mały lok ale ona skrzętnie go ujarzmiała..

Babcia była częścią naszej rodziny. Mieszkała razem z nami. Miała własny pokój, a ja go prawie zawsze w sobotę sprzątałam. Wycierałam kurze, myłam podłogę, chyba nawet to lubiłam. Czasem od babci co to coś dostawałam.
Tak zapamiętałam…


To właśnie babcia nauczyła mnie pierwszego pacierza. Była to modlitwa „Aniele Boży Stróżu Mój”… Potem były inne. Babcia nauczyła mnie mnóstwa wierszyków, na urodziny i inne uroczystości. Odkąd pamiętam wszędzie je mówiłam i musiałam pięknie się kłaniać i uśmiechać.  To babcia nauczyła mnie, trzech magicznych słów, które otwierają drogę: proszę przepraszam, dziękuję. Babcia nauczyła mnie tabliczki mnożenia, dodawania i odejmowania.  Jeszcze jako bardzo mała dziewczynka spałam w jednym łóżku z babcią. Dlatego umiem tak dużo bajek, bo to ona opowiadała mi je każdego dnia  przed zaśnięciem.

Z babcią chodziłam na roraty. Wtedy chodziło się codziennie rano, chyba na siódmą a może wcześniej. W każdym bądź razie było ciemno, bardzo zimno, a śnieg skrzypiał pod butami.
Myślę, że dlatego tak było bo miałam o cztery lata młodszą siostrę i moja mama wtedy jej poświęcała więcej czasu.

Kiedy podrosłam mogłam zawsze liczyć na dodatkowe kieszonkowe wkładane „po cichu” w rękę.
Pamiętam też zupy babci. Tu była mistrzynią w gotowaniu warzywnych zup. Bardzo często były to tzw. „kartoflony”, czyli zupy na bazie ziemniaków z mnóstwem warzyw, czasem delikatnie zabielane. Latem była dodawana zielenina z grządki a zimą trochę śmietany. Kiedy byłam jeszcze małym dzieckiem gotowała babcia, a potem coraz częściej mama. One miały jakiś ustalony między sobą  podział obowiązków i wszystko grało.


Dla babci były niezwykle ważne wszystkie moje oceny. Jak byłam mała to opowiadałam jej prawie wszystko co wydarzyło się w szkole. Cieszyła się z każdego mojego sukcesu i nic nie mówiła kiedy czasem nie wyszło. Nawet jak nabroiłam to czułam się zawsze przy niej bezpiecznie
Kiedy podrosłam monitorowała wszystkich moich chłopaków i nie wszyscy się jej podobali.
Najbardziej chyba jednak cieszyła się kiedy urodziłam pierwsze dziecko. Byłam chuda i taka mdlejąca mimoza i wszyscy w rodzinie się bali, że nie dam rady, a babcia to już załamywała ręce… Bardzo więc przeżywała moją pierwszą ciąże a potem kolejne.


Chodziła prawie codziennie do kościoła, kiedy jeszcze mogła i modliła się za wszystkich, za całą rodzinę, wszystkie zdarzenia, za żyjących i zmarłych, nawet za klasówki w szkole… za wszystko… odpoczywała z różańcem w ręku. O wszystkich się martwiła i troszczyła o wszyscy byli wymodleni i otoczeni jej modlitwą.

Pamiętam ten dzień kiedy umarła. Przytuliłam się mocno, wtedy pierwszy raz do człowieka, który nie żył… Ten dotyk pozostał mi do dziś… ale nie jako trauma ale jako pożegnanie, podziękowanie za to co dla mnie zrobiła.



Moja mama babcia

Zrobiła dla mnie bardzo dużo w życiu i bez niej jako młoda mama nie dałabym rady. Miało być o babci, więc pozostawiam otwartą kartę dla moich dzieci. Muszę jednak dodać, że była kimś bardzo ważnym w ich życiu. Nigdy nie strofowała, nie ganiła, nie karała, raczej chroniła i dawała spokój, wyciszenie… Była takim ich cichym dobrym Aniołem

Ostatnio od mojego syna usłyszałam taką historię:
Mamo pamiętasz jak coś tam przeskrobałem pod koniec roku szkolnego i byłem przez jakiś czas u babci. To były jedne z moich najlepszych wakacji.
Wstawałem rano, na śniadanie była bułka, świeża prosto z piekarni z miodem z pasieki dziadka,  albo serem, często kakao. Potem pomagałem dziadkowi. Robiliśmy różne rzeczy od ramek dla pszczół, pracę w warsztacie, na polu…

Potem był obiad, babcia wołała nas przez okno. Po obiedzie kawa z mlekiem i miodem. Tam wypiłem pierwszą kawę w życiu.
Kiedyś babcia się zapytała co bym chciał zjeść na obiad, a ja powiedziałam, że makaron z sosem pomidorowym. Babcia kupiła kolanka, makaron ugotowała tak raczej na miękko, a sos był chyba zagęszczony mąką. Potem posypała to tartym serem, nie jakimś parmezanem. Mamo, jakie to było dobre, To był najlepszy makaron z sosem pomidorowym w moim życiu… Nigdy takiego dobrego nie jadłem i pamiętam ten smak do dzisiaj…
Wiesz jakie to były super wakacje.

Wiem, że moje dzieci mają dużo wspomnień związanych z moją mamą i pewnie gdzieś tam pamiętają jej słowa. Kiedy umierała byli nastolatkami i bardzo, bardzo to przeżyli…


W dniu tego święta życzę Wam kochane abyście doświadczyły miłości swoich wnucząt. Aby w tych coraz bardziej skomplikowanych czasach mogły one na was liczyć i znaleźć u was wyciszenie, wsparcie, ukojenie,  jeśli jest potrzebne,  aby w ich sercach zostały piękne wspomnienia i ślady, które pozwolą łatwiej żyć,  a nawet dokonywać rozsądniejszych wyborów w dorosłym życiu. Aby na myśl o was robiło im się cieplej na duszy, a na buzi gościł uśmiech, a może czasem nawet łza w oku się zakręci taka z wdzięczności, że byłyście…